Sprytna sztuczka podatkowa warta 7 mld PLN – z duńskiego budżetu


Sprytna sztuczka podatkowa warta 7 mld PLN – z duńskiego budżetu

Skandynawowie są porządni, przestrzegają prawa, za cnotę uznają płacenie podatków. Nie wszyscy jednak precyzują, czy wypłacenie samemu sobie ponad 7 mld PLN także jest cnotą. Fiskus uważa, że nie jest. A jeden pan, że owszem.

Wyprowadzenie z duńskiej gospodarki dwóch miliardów dolarów (7,4 mld złotych) na pewno nie było prostym zadaniem. Całe dochody tego państwa w 2018 roku wyniosą 275 mld koron (jakieś 156 mld zł). Kradzież takiej kwoty wymaga dużej sprawności. Był jednak ktoś, kto przez ponad dwa lata sprawnie zajmował się tym zadaniem. Był to filantrop, działacz społeczny, dusza towarzystwa i biznesmen z Dubaju. Tak trochę z Londynu, a trochę z Dubaju – pan Sanjay Shah.

Śmierć i podatki w Skandynawii

Duńczycy płacą sporo podatków. Najbogatsi odprowadzają do budżetu nawet 63% dochodu. Rzekomy skandal obyczajowy z panem Stephenem Kinnockiem, mężem premierki, był tylko wisienką na torcie w skandalu podatkowym. W 2012 roku osobisty księgowy państwa premierostwa, Frode Holm, przesłuchiwany przez SKAT, czyli duński urząd podatkowy, na okoliczność ukrywania dochodów swoich klientów, chlapnął, że pan Kinnock jest biseksualny lub homoseksualny i dlatego w ciemnej historii jego przychodów i rozchodów pojawia się tyle nazwisk wysoko postawionych urzędników.

Podatki naprawdę są problemem krajów skandynawskich. To miecz Damoklesa dla jednych i szansa na bogactwo dla innych. Bo w momencie, w którym małżeństwo Thorning-Schmidt/Kinnock wiło się w ogniu pytań fiskalno-obyczajowych, niedaleko, w Londynie, ktoś w duńskich wysokich podatkach właśnie zobaczył wizję bogactwa dla siebie. I realizował ją przez ponad dwa lata.

Nic śmiesznego

Pan Sanjay Shah urodził się nie po to, by zajmować się sprawami ludzi przeciętnych. Jako młodzieniec marzył o zawodzie lekarza, ale na studiach zrozumiał, że pomaganie pojedynczym osobom nie jest tym, czego by pragnął. Zainteresowała go branża finansowa, miał bowiem świadomość, że dzięki finansom będzie mógł działać globalnie. Wikipedia podaje, że przedsiębiorstwo Solo Capital założył w 2008, jednakże w jednym z katalogowych wpisów w bazach internetu znajduje się informacja, iż we wrześniu 2011. Firma ta, zarejestrowana w Londynie, miała przynosić zyski, by umożliwić panu Shahowi organizację innych przedsięwzięć, realizowanych w szczytnych celach.

https://www.crunchbase.com/organization/solo-capital

Takim przedsięwzięciem była fundacja Autism Rocks, motywacją do jej uruchomienia były osobiste doświadczenia biznesmena. Pan Shah był człowiekiem zamożnym, przez lata obracał się wśród najbogatszych tego świata, miał drobne doświadczenie medyczne, był empatyczny i wrażliwy – a jednak ani bogactwo, ani czułe serce nie uchroniły go od nieszczęścia – u jego młodszego syna zdiagnozowano autyzm. Nikhil trafił po opiekę najlepszych specjalistów w Dubaju.

Od tego momentu nie ma się z czego śmiać, bo problem jest poważny i dotyczy wielu ludzi na całym świecie. Shah przyglądał się pracy specjalistów z przepełnionego ośrodka państwowego i choć znajdował się w bogatym kraju, widział codzienność rodziców dzieci autystycznych – pośpiech, zmęczenie, nadzieję. Jako filantrop natychmiast sięgnął po własne środki i zakupił dwa busy dla rodzin, które nie miały jak dowozić dzieci na terapię. Przypadkowe spotkanie ze Snoop Doggiem przy – jak to wspomina Sanjay – filiżance herbaty podsunęło mu pomysł: a co gdyby organizować koncerty na całym świecie, z których dochód przekazany by został na fundusz terapii autyzmu? Środki miały być przekazywane na Autism Research Trust, który miałby finansować działania Autism Research Centre w Cambridge.

Sanjay zaraził swoim pomysłem artystów z całego świata. Wkrótce na koncertach w Londynie oraz sponsorowanym przez organizację obiekcie w Dubaju – Autism Rocks Arena – zaczęły być organizowane wydarzenia, których gwiazdami byli: Lenny Kravitz, Ricky Martin, Tyga, Flo Rida, Larry Graham, Morris Day czy Mark Ronson. Spodziewane były kolejne gwiazdy.

Społeczny odbiór akcji był bardzo pozytywny, a i sam Sanjay Shah dzięki temu zaczął wypowiadać się na swoim kanale Youtube w sprawach politycznych i społecznych jako przedsiębiorca, filantrop, działacz społeczny – autorytet.

Jednak odbiór społeczny samego pana Shaha nie był wcale tak pozytywny, bo wyglądało na to, że jego dobra działalność to tylko przykrywka do wyprowadzenia z gospodarki Danii pewnej kwoty niezbędnej mu do wygodnego życia. A także z Belgii. Oraz z Norwegii. Dodajmy też, że ośrodek w Cambridge nie podaje wśród patronów czy donatorów ani fundacji Autism Rocks, ani Sanhaya Shaha.

Cum and ex – Solo

Solo Capital, niewielka spółka z branży finansowej, zarejestrowana w Londynie, zajmowała się, jak to ujął po latach jej właściciel i prezes, wykorzystywaniem luk prawnych. Luki wykorzystywała celem wygenerowania zysków swoich klientów inwestujących w akcje i osiągających zyski z dywidend. Spółka zatrudniała w Wielkiej Brytanii osiem osób, zaś sam pan Shah z rodziną przebywał w Dubaju ze względu na lepszy klimat i chorobę syna.

Na rzecz Solo Capital usługi świadczył również współpracownik z zagranicy, pewien spokojny i – jak to ujęto w artykule Observera – nieproduktywny Duńczyk, pan Sven Nielsen. Nielsen był pracownikiem urzędu skarbowego, SKAT-u. Obecnie już tam nie pracuje, ponieważ odbywa karę sześciu lat odosobnienia w lokalnym zakładzie penitencjarnym. Kara, być może, nie wydaje się bardzo dotkliwa, oznacza jednak, że nie będzie już można ani teraz, ani w przyszłości jadać wykwintnych kolacji z pracownikami pana Shaha, nie będzie można zatwierdzać wielomilionowych przelewów do ważnych klientów i raczej nie da się już zarobić wiele pieniędzy.

Bonusem jest to, że stał się jednym z narodowych wrogów Danii, kimś w rodzaju Austrii zabierającej Szlezwik. Pan Nielsen bowiem w latach 2012-2015 zatwierdzał wypłaty zwrotu podatków z tytułu, o którym za chwilę poniżej, na łączną kwotę 2 mld dolarów. O zwroty ubiegało się mniej więcej 200 podmiotów, powiązanych z obywatelami USA. Nielsen był jedynym pracownikiem działu dywidend, urzędnikiem wiekowym, doświadczonym i budzącym zaufanie samym wyglądem. Podczas śledztwa w sprawie taxgate wyszło na jaw, że ten starszy pan za swoje usługi uzyskał specjalne wynagrodzenie spoza kasy państwowej w wysokości 2 mln koron.

Zdaje się, że właśnie 2 mln koron wynagrodzenia od przyjaciela (jak twierdził Nielsen) były powodem skazania urzędnika, bo w zasadzie działał on w granicach obowiązującego prawa podatkowego. Kluczem jest tu hasło „cum-ex”, nieprzewidziane nieszczęście wielu krajów, nawet tak sporych jak Niemcy. Jak to działa? Jak wyjaśnia niemiecki handelsblat.com, celem inwestora jest egzekwowanie zwrotu podatku od zysków kapitałowych. W przypadku transakcji „cum-ex” akcje z prawem oraz bez prawa subskrypcji były sprzedawane w okolicach dnia ustalenia prawa do dywidendy. Kupujący i sprzedający otrzymali wówczas zwrot podatku potrącanego u źródła, mimo że zapłacono tylko raz. Taka praktyka długi czas była z grubsza akceptowana w bogatych krajach UE – mimo wątpliwości, jakie budziła. Wspomniane już Niemcy zauważały ten problem już w 2005, ale fiskus kontrolował takie transakcje, tylko gdy zobowiązanie podatkowe od dywidendy przekraczało 750 tysięcy euro. Ministerstwo Finansów ukróciło proceder ostatecznie dopiero w 2011 roku. Wtedy też okazało się, że ponad sto szanowanych instytucji finansowych, w tym taki Deutsche Bank, przez fikcyjne transakcje finansowe otrzymywało latami w taki sposób zwrot podatku na kwotę – w sumie – 12 mld euro.

Solo Capital wyciągnął z Danii 2 mld dolarów w niecałe 3 lata. Zgodnie z duńskim prawem podatki od dywidend wypłacanych przez spółki swoim akcjonariuszom pobierane są z automatu, zatem jeśli akcjonariusze mieszkają np. w Stanach Zjednoczonych, kwalifikują się do zwrotu podatków. Również wtedy, gdy mowa jest o transakcjach cum-ex, tak jak w przypadku niemieckim. Dalej – Amerykanie posiadający udziały w Carlsbergu mogą uzyskać całkowity lub częściowy zwrot z całkowitej kwoty 27 procent podatku od dywidend, a jeśli są reprezentowani przez fundusz emerytalny – dostają zwrot w całości. Problem polegał jednak na tym, że do wypłaty zwrotu nie trzeba było kupować akcji – wystarczyło zakupić instrumenty pośrednie, które następnie można było sprzedać. Koszty niewielkie, zysk spory.

Wszystkiemu winne przepisy, czyli nikt

Obrońcy zaplątanego w tę sprawę pana Nielsena zapewniali, że wykonywał on tylko swoje powinności urzędowe, a winę za ewentualny brak możliwości kontroli ponosi SKAT. Pan Nielsen nie pracował w oparciu o system komputerowy, który umożliwiałby sprawdzanie danych na bieżąco, robił wszystko ręcznie. Jak skomentowała to jego szefowa: „Praca Svena została zredukowana do sprawdzania, czy formularz został wypełniony prawidłowo” i dodała jeszcze, że takie rzeczy mogłaby robić małpa.

Pan Nielsen nie był wcale oficjalnie połączony interesami z Solo Capital. Z Nielsenem kontaktował się bowiem Camilo Vargas, właściciel Syntax GIS. To on uzyskał od Nielsena szczegółowe wskazówki co do tego, jak wypełniać duńskie dokumenty podatkowe. No tak, Syntax w tym czasie został wykupiony przez Shaha.

Do 2014 roku zagraniczni, w większości amerykańscy, inwestorzy powiązani z Solo Capital złożyli na biurku Nielsena 1500 wniosków o zwrot podatków na łączną kwotę 590 mln. W 2015 wypłacono 1,2 mld dolarów, na podstawie 2500 prawidłowo wypełnionych wniosków. W końcówce działalności Solo Capital, w sierpniu 2015 kwota wypłat zwrotu podatku z tytułu transakcji cum-ex wyniosła 500 mln dolarów (3 mln dolarów wypłat w godzinę).

Świadkowie? Że kto?

Niezwykle interesujące są osoby inwestorów, tak chętnie zakupujących i sprzedających swoje duńskie akcje. Po pierwsze – chodzi w sumie o 277 podmiotów należących prawdopodobnie tylko do 17 osób. Po drugie – osoby te poprzez swoje fundusze emerytalne inwestowały w akcje całkiem nieduńskich firm. Wyglądało na to, że owe fundusze handlowały głównie między sobą. Właściwie wygląda na to, że wszystkie owe instytucje emerytalne to zarządzane przez ich bezpośrednich właścicieli – czyli osoby fizyczne – fundusze podobne do tego, co kilka lat temu w Polsce było nazywane „trzecim filarem”. Amerykanie, którzy swoimi nazwiskami firmowali transakcje, naprawdę istnieją, a w każdym razie na papierze – jako nazwiska i adresy.

Amerykański adwokat John Hanamirian reprezentował osoby uwikłane w te transakcje i oskarżone w ponad 50 sprawach. Następnie, ku zdziwieniu strony duńskiej, wycofał się. Gdy sprawdzono upoważnienia, na podstawie których działał, okazało się, że nie pochodzą one od właścicieli funduszy, a od kancelarii prawnej Schaffelhuber Müller & Kollegen z Luksemburga. Hanamirian zaś wycofał się, bo Luksemburczycy nie dostarczyli mu dokumentów jego klientów. Gdy media próbowały skontaktować się z klientami Luksemburczyków, prawnicy z Schaffelhuber Müller & Kollegen odpowiedzieli, że ich klienci będą wdzięczni, jeśli nikt nie będzie się z nimi kontaktować. Sprawa zamknięta.

To z kim się można skontaktować i kto może udzielić wyjaśnień? Sven Nielsen udzielił duńskiej telewizji wywiadu – można w nim zobaczyć starszego, zagubionego, oszukanego pana, zaprzeczającego, by kiedykolwiek dopuszczał choćby myśl uczestniczenia w czymś nielegalnym. Potem, jak już wiemy, wyjaśnień udzielał prokuraturze i dziś poznaje dobrodziejstwa duńskiego więzienia.

Osoba, która pozostawała z nim w stałym kontakcie, Camilo Vargas, jest nieuchwytna i pozostaje nieznana. Navin Khokhrai, audytor kontrolujący Solo Capital w 2015, nie tylko udzielił wyjaśnień, ale i sam z nimi pobiegł do urzędu podatkowego Her Majesty’s Revenue and Customs, informując, że właściciel Solo Capital utworzył fikcyjne konta klientów i rejestry handlowe, aby oszukiwać organy podatkowe w Danii oraz, jak już wiadomo, w Belgii i Norwegii. W Belgii na kwotę około 230 mln dolarów, w Norwegii niedużo, zaledwie 100 tysięcy dolarów.

Sanjay Shah mieszka w willi w Dubaju, cieszy się bezpośrednim dostępem do plaży i możliwością żeglowania niewielkim jachtem, wartym około 1,3 mln dolarów. Nie udziela wywiadów, a jeśli ktoś ma ochotę zapoznać się z jego poglądami na różne tematy, może obejrzeć jego kanał na Youtube. Owszem, jest ścigany w Wielkiej Brytanii, Danii, Belgii i Norwegii, ale nie zamierza wyjeżdżać z Dubaju. Ekstradycja i konfiskata mienia w Emiratach na podstawie żądań obcych krajów? Mało prawdopodobne.

Deser

Taxgate nie przysporzyła popularności duńskim politykom. Obywatele Danii poczuli się mocno zirytowani aferą i tym, że po niej nie poleciały żadne głowy. Zwolniono dyrektora urzędu skarbowego i politycy wydali się bardzo zadowoleni ze swojej bezkompromisowości. Prokuratorzy odbijali się od kolejnych drzwi, a Shah publikował swoje filmy na Youtube, nie reagując na komentarze wściekłych Duńczyków.

Afery finansowe pączkowały – najpierw podatkowa lambada uprawiana przez męża premierki, potem zniknięcie 2 mld dolarów podatków i na deser afera z Danske Bank w roli głównej – pranie w latach 2007-2015 brudnych, w większości rosyjskich pieniędzy dzięki transferom między placówkami bankowymi w Danii i Estonii.

W maju 2019 odbędą kolejne wybory do duńskiego parlamentu. Czy Duńczycy zdołają coś zrobić z beztroskimi politykami, dopuszczającymi do kolejnych skandali?



Source link

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *