Dalibyście się zaczipować? To podobno coraz popularniejsze


Dalibyście się zaczipować?  To podobno coraz popularniejsze

Zarządzanie inteligentnym domem za pomocą myśli, przelew na pstryknięcie palcami, hasła dostępu do wszelkich aplikacji i korzystanie z internetu bez włączania komputera. A wszystko to za pomocą jednego czipa. Pod skórą.

Czip, stanowiący klucz, pamięć i wrota do cyfrowego świata już dziś można sobie wszczepić pod skórę. Spokojnie, to nie wymaga operacji. Jeden z prekursorów biohackingu, Jowan Österlund, zanim stał się posiadaczem i użytkownikiem personalnego czipa, eksperymentował ze znacznie bardziej zaawansowanymi modyfikacjami ciała: piercingiem i tatuażami. To, co robił przez 15 lat przed wstrzyknięciem sobie nanotechnologicznej pluskwy, wydawało się bolesne i znacząco ingerujące w jego fizyczność. W porównaniu z np.  tunelami, coraz bardziej zniekształcającymi płatki uszu, wszczepienie 12-milimetrowej kapsułki to drobiazg. A jednak to nie wielkość tuneli w małżowinach Österlunda budzi emocje…

źródło: Youtube

30 dolarów i dużo zabawy

Czip jest wielkości ziarnka ryżu. Wkłucie go w miękką tkankę, pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym, to koszt 30 dolarów. Podobne czipy instaluje się seryjnie zwierzętom domowym, by zagubiony psiak czy ciekawy świata kociak mógł zawsze trafić do domu – oczywiście wtedy, gdy podejdzie ktoś ze skanerem i sczyta zawarte w czipie dane właściciela. Koszt urządzenia również nie jest wielki, waha się pomiędzy 40 a 250 dolarów. Sama procedura implantacji wygląda zawsze tak samo banalnie: pojawia się ktoś z firmy, kto zakłada jednorazowe rękawiczki ochronne, przykłada do ciała klienta sporą igłę – i już. Wizytę instalatora można – w granicach rozsądku oczywiście – zamówić do siedziby klienta. Przyjedzie, zarobi swoje, wyjedzie.

źródło: digiwell.com

Czip ma ułatwiać życie – jednym z klientów Patricka Kramera z VivoKey Technologies był chory na Parkinsona mężczyzna, który nie był w stanie radzić sobie z tak banalną czynnością, jak otwarcie drzwi do domu. Osobom zdrowym trudno sobie wyobrazić, że utrzymanie klucza w rękach i trafienie nim do zamka może przekraczać możliwości niesparaliżowanej, trzeźwej osoby, a dla chorego na Parkinsona dwugodzinna walka z wkładaniem klucza to zamka to męka i upokorzenie. Teraz chory zbliża dłoń do czujnika i drzwi się otwierają.

Otwierają się też drzwi przed pracownikami Three Square Market z Winsconsin. Na 196 pracowników czipy zainstalowało 92. Jeden pracownik zmienił zdanie i zażądał odinstalowania urządzenia. Reszta – według Todda Westby’ego, szefa Three Square Market – jest zachwycona przyjaznością tego rozwiązania. Szef firmy, zapytany, dlaczego wmontowany na stałe w żywego pracownika układ scalony ma być lepszy niż jakikolwiek gadżet mobilny, odpowiada, że jeśli coś może się zgubić, to się zgubi i będzie generować problemy. Ponadto czip – według Westby’ego – ułatwia życie i daje więcej możliwości niż korzystanie z telefonu. Pozwala logować się do komputera, do smartfonu, zastąpić tradycyjną kartę kredytową. Projekt, który miał sprawić, że pracownikom będzie łatwiej wypełniać ich obowiązki, rozwija się już w coś zupełnie nowego.

Tak naprawdę zrobiliśmy to dla zabawy, bo przecież właśnie to robi firma z branży technologicznej” – mówi Westby.

Uniwersalny klucz

Tak wygląda instalacja implantu:

A tak deinstalacja:

To proste i nie tak bolesne jak piercing (w niektórych miejscach), ani nie pozostawia takich blizn czy śladów jak np. tunele.

Jowan Österlund, założyciel Biohacks International, deklaruje, że sam posiada kilkanaście implantów. Służą mu do różnych celów. Implant pozwala na otwieranie drzwi i korzystanie z wielu urządzeń. Umożliwia rozpoznawanie ciała człowieka jako elementu systemu. Dalsze możliwości to łączenie się poprzez Bluetooth, Wi-Fi, śledzenie lokalizacji przez GPS, również wysyłanie danych z ciała do sieci – jak odczytywanie pulsu, temperatury i innych funkcji życiowych.

Czip nie powinien stanowić zagrożenia dla zdrowia i życia użytkownika nawet w sytuacji, gdy trzeba się będzie poddać badaniu RTG lub rezonansowi magnetycznemu. Urządzenie jest bezpieczne, a jego stosowanie daje liczne korzyści.

Jak twierdzi Österlund, za pomocą implantów można robić wszystko to, co na co dzień można robić za pomocą smartfona, który na co dzień nosimy ze sobą – ale czip się nie zgubi, nie rozładuje, nie straci zasięgu. Tyle że telefon można w każdej chwili wyłączyć, wyrzucić, zostawić, a chipa – nie można. Nawet pod prysznicem.

„Koniec jest bliski”

Właśnie z tego ostatniego powodu podłączenie ciała ludzkiego do sieci budzi wiele wątpliwości. Jowan Österlund przekonuje, że tylko i wyłącznie użytkownik decyduje o tym, czy kiedykolwiek podłączy się do sieci i co zrobi z możliwością dostępu do systemów i urządzeń. „Naszym celem jest dostarczenie technologii w bezpieczny sposób i budowanie społeczności w oparciu o zasadę etyki, ochrony środowiska i integralności” – zapewnia Biohack International i zwraca uwagę, że o wiele łatwiejsze do namierzenia, włamania i kontrolowania są powszechnie dziś stosowane urządzenia mobilne.

Problem polega na tym, że im powszechniejszy dostęp do technologii, tym większą cnotą staje się łatwość jej użytkowania, a mniejszą troska o bezpieczeństwo. W czasach, gdy podejrzewa się, że telefony szpiegują swoich użytkowników i nie ma znaczenia to, czy ich właściciele korzystają ze swojego sprzętu ostrożnie i odpowiedzialnie, ciężko jest uwierzyć w składane z granitową pewnością deklaracje, że czipy będą w 100% bezpieczne i wszystko zależy od tego, jak się je użytkuje. Zimna wojna na szpiegów i wywiad gospodarczy nie osłabła tylko dlatego, że prawie 30 lat temu upadł mur berliński. Użytkownicy komputerów zupełnie nieświadomie zgadzają się na to, by ich sprzęt przejmowali przestępcy, bo zmanipulowani wierzą, że korzystają z profesjonalnej pomocy, a nie firm, które pod fachowców tylko się podszywają. Skoro do szantażowania ludzi można używać po prostu portali społecznościowych, dlaczego nie można by było korzystać z dostępu do personalnego chipa podłączonego do sieci? Czy na pewno znane są wszystkie niebezpieczeństwa użytkowania tych urządzeń?

Wydaje się też słuszne postawienie pytań o możliwości sterowania jednostką poprzez wszczepione w jego ciało podzespoły. Friedemann Ebelt z Digitalcourage, niemieckiej organizacji mającej na celu działanie na rzecz ochrony praw człowieka, prywatności i ochrony prywatnych danych, podsumowuje obawy dotyczące czipów, argumentując, że kieszonkowe urządzenie mobilne można wyłączyć, gdy tylko jego właściciel będzie mieć wątpliwości co do jego działania, a czipa nie.

Dyskusji nie ułatwia ani idealistyczne podejście takich osób jak Österlund, „ewangelista blockchaina”, ani kłębiące się w czeluściach internetu głosy o tym, że czipowanie ludzi oznacza, że Bestia nadchodzi i koniec jest bliski.

Ważny fakt to ułatwianie życia osobom chorym (tak jak w przypadku opisanego już chorego na Parkinsona) czy służbom medycznym (w czipie może być zapisana karta zdrowotna pacjenta lub można umożliwić dostęp do niej). Ponadto, podczas gdy etycy zastanawiają się, a wyznawcy teorii spiskowych wieszczą armagedon, czipy stosuje się coraz powszechniej, bez regulacji prawnych czy pomysłów na kontrolę prywatności ich użytkowników.

Na razie w Szwecji jest około 4 tysięcy użytkowników czipów – niewiele, ale ta liczba szybko rośnie, bo w kwietniu 2017 było ich tylko stu. Słowa, które zaledwie miesiąc temu pisał publicysta w jednym z polskich portali technologicznych, nie trafiają zupełnie w bardzo realną wizję najbliższej przyszłości:

Bliższy tej wizji jest nakręcony przed ponad 20 laty film.



Source link

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *